List do Tomasza Terlikowskiego

10 sierpnia 2013 r.

Szanowny Panie,

„Powtórzę jeszcze raz: żaden papież nie może zmienić tego, co ustalili jego poprzednicy” – rozpoznaje Pan zapewne te słowa. To cytat z wywiadu jakiego udzielił Pan „Newsweekowi”. Otóż, mimo iż różnimy się poglądami tak bardzo, jak to tylko jest możliwe – przy czym obaj, moim zdaniem, którego niektórzy nie podziałają, o czym będzie niżej, jesteśmy katolikami – to dotychczas nie żywiłem wątpliwości co do Pańskich kompetencji, Pańskiej wiedzy na temat historii Kościoła. No i proszę, czytam takie oto, kategorycznie wypowiedziane zdanie. Otóż gdyby tak było jak Pan twierdzi, to obowiązywałby wszak do dziś – a oczywiście nie obowiązuje – tak zwany Sylabus, czyli Indeks Ksiąg Zakazanych, zadekretowany przez niesławnej pamięci Piusa IX. (Nigdy nie przestanie być dla mnie niepojęte, dlaczego Jan Paweł II, jakby  na ironię, ogłosił tego najbardziej obskuranckiego papieża czasów nowożytnych, błogosławionym, wraz z najwspanialszym papieżem mego życia, zwanym jak najsłuszniej Buon Papa Giovanni, Janem XXIII. Czyżby ten wspaniały, dzielny człowiek – mam na myśli „naszego”, jak się u nas zwykło mówić, papieża – uległ naciskom jakiejś szkodliwej dla Kościoła frakcji w Rzymskiej Kurii? Wszak ów Pius IX tak zaciekle bronił materialnych wartości, czyli Stato Papale, Państwa Kościelnego, że aż ekskomunikował Ojców Założycieli Państwa Włoskiego, prawych, uczciwych ludzi, katolików:  hrabiego Cavour, Mazziniego i Garribaldiego, których pogrzebano w niepoświęconej ziemi, a sam ogłosił się „więźniem Watykanu”. Osobiście byłem świadkiem krzywego uśmiechu historii, gdy, będąc w Rzymie w 1970 roku, czytałem piękny list Pawła VI do prezydenta republiki, Saragata, przesłany w stulecie istnienia włoskiego państwa, w którym wyraża on radość z istnienia tego państwa, przeklętego wszak przez jednego ze swych poprzedników.)

Dałem przykład „Sylabusa”, mógłbym dać szereg innych, pewno bardziej drastycznych. Cóż, w swej nadinterpretacji (czy reinterpretacji) słów papieża Franciszka (a jego słowa są wszak jego nauczaniem) idzie Pan, zgodnie ze swymi przekonaniami, a także zapewne zgodnie ze swą naturą (charakterem), jakby to powiedzieć, w zaparte. Ja ośmielam się mniemać, że Papa Francesco, to nie jest ten Pasterz, jakiego by Pan sobie życzył. Cóż, nie zawsze lubi się ojca, nawet gdy stara się go szanować. Ja darzę Padre Francesco coraz większą sympatią i chyba go pokocham, jak niegdyś pokochałem owego jakby jowialnego wieśniaka z gór, który potrafił być wspaniałym, oddanym żołnierzom w czasie I wojny, w okopach, kapelanem, a potem oddanym swoim więźniom kapelanem więziennym, a potem doskonałym dyplomatą, wreszcie ukochanym Patriarchą Wenecji, który był papieżem jak chyba żaden z poprzednich, znającym człowieka, w jego wielkości i upadku, który z tym człowiekiem obcując z bliska (na froncie i w wiezieniu): znał pot, łzy i krew. I więcej, ale nie nazwę tego, bo nie chcę narażać Pańskiej wrażliwości. I był tak mądry, że umiał pewnych tematów nie podnosić. Przed czasem.

Szanowny Panie, Julian Tuwim z goryczą wspominając pewne strony życia w ojczyźnie wolnej, w dwudziestoleciu międzywojennym, w swych „Kwiatach Polskich”, pisząc o niektórych rodakach, użył sformułowania: „już katolicy, ale jeszcze nie chrześcijanie”. Przez chwilę pomyślałem tak o Panu, ale się zreflektowałem. Tak właśnie pewna teolożka, wykładająca w Cambridge, w swym felietonie w „Wysokich Obcasach” zanegowała  Pańskie chrześcijaństwo. Nie moja to opinia. A jaka zatem moja? Cóż, uważam, że jakby innego Boga chwalimy.  Ale wszak jest ON jeden. Pewno Pan się nie zmieni (cechy osobowościowe, charakter), ale ja będę Pana uważał nadal za katolika. Tylko pogubionego, który zapędził się w jakiś swój kąt, wymyślonej przez siebie ortodoksji.

Z wyrazami szacunku

Stanisław Brejdygant

PS Nie uważam się za poetę – jeśli chodzi o twórczość literacką, to jestem autorem kilku tomów prozy i ponad dziesięciu dramatów, między innymi, nagrodzonej w Rzymie, w Roku Świętym 2000, na Concorso Internazionale di Dramaturgia Religiosa, pod auspicjami dwu dykasterii watykańskich, sztuki STACJA XII – jednak trochę wierszy napisałem, zyskały dobrą opinie Wisły Szymborskiej, której przyjaźnią się cieszyłem; niebawem je wydam w tomie tzw. Variów. Nadto może Pan wie, jestem aktorem i reżyserem. Wstęp przydługi a ma prowadzić do tego, że załączam Panu mój wiersz o Franciszku. Tym świętym. Z Asyżu. Niedługi. Proszę przeczytać.

Byś świętym – co to znaczy
Nie wiem Chyba trudno

Ale jak byś tobą
Franciszku

Pragnę pragnąć twojego
pokonania świata
miłością

Gdzie źródło Kiedyś drogę dojrzał
Zarys tropu

Może w oczach Klary

Lub w załzawionych oczach
chromego żebraka
W migocących srebrem oczach
siostry sarny
W czerwieniejących oczach
brata wilka

Zło dobrem i ten drugi nadstawiaj policzek
– to znam Lecz zbyt wielu
mełło w swych grzesznych ustach
słowa Mistrza

Dlaczego u ciebie
być dobrym – to Prawda

Odwiedzasz mnie chłopcze w snach
Czasem
A gdy upadam mówisz: wstań

Tak się cieszę żeś trafił na mądrego
Pana i biskupa Rzymu
Inny by cię nie bronił
Płonąłbyś To boli

Czy w ogniu byś nie wyrzekł się Dobra
Otóż wierzę w twą siłę – mój Słaby
Pozostałbyś wierny
Sobie
Lecz w gronie heretyków mógłbyś spaść
w niepamięć
Gdzie tobie i twym chłopcom
do sławy Katarów
To bardzo możliwe – nie poznałbym ciebie
A wtedy Święty Powszechny Kościół
nie byłby mi święty

Bo ty zdasz się filarem
wiary mojej

Ty – wodzu biedaków
Święty depozytariuszu Boga
któregoś mógł był ujrzeć
nawet w oczach żmii 

Dzianisz, 31 maja 1992 r.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>